Nobody knows what i'm feeling inside
czwartek, 28 czerwca 2012
Wakacje!
Uhm, zaczęły się wakacje. Czuję, że będą to dłuuugie dwa miesiące ciężkiej pracy. Ciekawi mnie czy będą z tego jakieś efekty, muszą być, bo się załamie. Dzisiaj nie było aż tak źle, trochę sportu miałam. Skakałam z młodszą siostrą na trampolinie i grałam z nią w siatkówkę, bo się uparła (: Dodatkowo pomagałam mamie coś koło domu robić, naganiałam się jak nigdy. Muszę się jej podlizać, bo rozmyśliła się i już mi nie pozwala włosów farbować ;c. Umyłam też samochód tacie, bo się czepia, że nic nie robię. Jutro jadę kupić sobie zapas otrębów, jogurtów naturalnych i chleba razowego. Taka 'lekka' dieta. Po weekendzie planuję rozpocząć poranne długie spacery i wieczorne przejażdżki rowerowe. Do tego dochodzi trochę trampoliny, siatkówki no i chciałabym zacząć też a6w, ale nie wiem czy dam radę. Mam nadzieję, że dam (: Jutro zakończenie roku szkolnego i oficjalne rozpoczęcie wakacji :* Straasznie się cieszę (: Wpadnę tu chyba dopiero w niedzielę, bo 8nastka brata i jestem zmuszona pomóc mamie. Przygotowania i takie tam. Więc ja już lecę, trzymajcie się CHUDO:*!
środa, 27 czerwca 2012
Nowy Początek
Jestem beznadziejna, zaczęłam z tak wielkim zapałem i tak szybko się poddałam.. teraz jest mi głupio ;c Ale poprawie się, obiecuję ! Teraz już codziennie będę starała się wchodzić tu i opisywać wszystko, dosłownie (:
Dziś zacznę od mojego problemu, a jest nim wegetarianizm. Jakieś dwa miesiące temu ( było to w święta Wielkanocne ) siedząc przy stole i patrząc na talerze pełne mięsa zaczęłam zastanawiać się nad tymi biednymi zwierzętami, które ludzie zabijają, a potem jedzą.. zrobiło mi się strasznie głupio, że ja też tak robię i postanowiłam nigdy więcej w swoim życiu nie tknąć mięsa. Zawzięłam się strasznie i żadne przekonywania ze strony rodziny nie zmieniły mojego zdania. Woohoo, przypomniało mi się jak przychodzili do mnie i próbowali mi wmówić, że to jest niezdrowe, że źle na tym skończę, ale ja trwałam twardo w swoim postanowieniu, no i trwam do dziś. W zasadzie moje zdrowie jakoś szczególnie na tym nie ucierpiało, miałam tylko przez pierwszy miesiąc straaaszne wory pod oczami, ale jakoś udało mi się ubłagać mamę żeby nie wysyłała mnie do lekarza, bo to tylko chwilowe. Zaczynając etap bezmięsny w swoim życiu nie miałam pojęcia, że tak na tym stracę. Już wtedy nie byłam szczupła (164cm, 57kg), ale nigdy, powtarzam NIGDY nie sądziłabym, że tak się roztyje. Mięso w naszym organizmie jest bardzo potrzebne, bo coś tam dostarcza. Ja jako osoba nie jedząca tego mięsa nie miałam dostarczanego tego 'czegoś', a więc coś musiało to zastąpić, że tak powiem. Przez te dwa miesiące ciągle byłam głodna, ledwo zjadłam obiad, już sięgałam po jabłko. Słodyczy w moim żywieniu też nie brakowało (uwielbiam słodycze ;c), kupowałam i zjadałam ich baaardzo dużo. Ciasto starałam się piec co weekend, a na kolacje ciągle smażyłam sobie racuchy lub naleśniki. W pewnym momencie na moich udach pojawiły się rozstępy, nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że są one spowodowane tym ciągłym jedzeniem, ale niestety. Utyłam, strasznie utyłam.. Wyobrażacie sobie 7kg przez dwa miesiące ? To jest straszne, okropne.. Niestety nie mogę się już zmusić do jedzenia tego cholernego mięsa.. wczoraj próbowałam zjeść kotleta i gdy tylko wzięłam go do buzi równie szybko go wyplułam i pobiegłam myć zęby, które myłam chyba z dziesięć razy. A więc teraz warząc 64kg przy 168cm wzrostu stwierdzam intensywną dietę!!! Biorę się za siebie i to ostro. Śniadań już nie jem (bo wstaję na obiad, jak ja kocham wakacje<3), obiad ? Hm, może jakiś jogurt lub zwykły twarożek ? Nie posiadam w domu wagi kuchennej więc nie mam pojęcia jak mam zliczać kalorie znajdujące się w 100g ziemniaków.. No cóż, będę się ograniczać to jedzenia tego co ma etykietkę z kaloriami wypisaną na opakowaniu (: Woda! Tak, muszę pić dużo wody, niegazowanej <-- to wiem. Co do kolacji to jej też nie będę jadła. I słodycze, najważniejsze.. moje kochane słodycze.. Muszę się z nimi rozstać, niestety.. Kategoryczny zakaz jedzenia słodyczy, nawet w najmniejszych ilościach. Co do napojów to nie wiem do końca.. pijecie herbatę, cappuccino ? Bez cukru, oczywiście (: No to zaczynamy, chcę być chuda, bo co chude to piękne<3 Pragnę osiągnąć wagę 50kg. Oczywiście jeszcze ćwiczenia. Zastanawiam się nad a6w, próbował ktoś? A może macie jakieś inne ćwiczenia ? Pomóżcie zdesperowanej wegetariance i co najważniejsze - CHUDNIJCIE <3
Jeszcze jedno : ile kalorii dziennie na początek mam spożywać, bo kompletnie nie mam pojęcia?
Dziś zacznę od mojego problemu, a jest nim wegetarianizm. Jakieś dwa miesiące temu ( było to w święta Wielkanocne ) siedząc przy stole i patrząc na talerze pełne mięsa zaczęłam zastanawiać się nad tymi biednymi zwierzętami, które ludzie zabijają, a potem jedzą.. zrobiło mi się strasznie głupio, że ja też tak robię i postanowiłam nigdy więcej w swoim życiu nie tknąć mięsa. Zawzięłam się strasznie i żadne przekonywania ze strony rodziny nie zmieniły mojego zdania. Woohoo, przypomniało mi się jak przychodzili do mnie i próbowali mi wmówić, że to jest niezdrowe, że źle na tym skończę, ale ja trwałam twardo w swoim postanowieniu, no i trwam do dziś. W zasadzie moje zdrowie jakoś szczególnie na tym nie ucierpiało, miałam tylko przez pierwszy miesiąc straaaszne wory pod oczami, ale jakoś udało mi się ubłagać mamę żeby nie wysyłała mnie do lekarza, bo to tylko chwilowe. Zaczynając etap bezmięsny w swoim życiu nie miałam pojęcia, że tak na tym stracę. Już wtedy nie byłam szczupła (164cm, 57kg), ale nigdy, powtarzam NIGDY nie sądziłabym, że tak się roztyje. Mięso w naszym organizmie jest bardzo potrzebne, bo coś tam dostarcza. Ja jako osoba nie jedząca tego mięsa nie miałam dostarczanego tego 'czegoś', a więc coś musiało to zastąpić, że tak powiem. Przez te dwa miesiące ciągle byłam głodna, ledwo zjadłam obiad, już sięgałam po jabłko. Słodyczy w moim żywieniu też nie brakowało (uwielbiam słodycze ;c), kupowałam i zjadałam ich baaardzo dużo. Ciasto starałam się piec co weekend, a na kolacje ciągle smażyłam sobie racuchy lub naleśniki. W pewnym momencie na moich udach pojawiły się rozstępy, nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że są one spowodowane tym ciągłym jedzeniem, ale niestety. Utyłam, strasznie utyłam.. Wyobrażacie sobie 7kg przez dwa miesiące ? To jest straszne, okropne.. Niestety nie mogę się już zmusić do jedzenia tego cholernego mięsa.. wczoraj próbowałam zjeść kotleta i gdy tylko wzięłam go do buzi równie szybko go wyplułam i pobiegłam myć zęby, które myłam chyba z dziesięć razy. A więc teraz warząc 64kg przy 168cm wzrostu stwierdzam intensywną dietę!!! Biorę się za siebie i to ostro. Śniadań już nie jem (bo wstaję na obiad, jak ja kocham wakacje<3), obiad ? Hm, może jakiś jogurt lub zwykły twarożek ? Nie posiadam w domu wagi kuchennej więc nie mam pojęcia jak mam zliczać kalorie znajdujące się w 100g ziemniaków.. No cóż, będę się ograniczać to jedzenia tego co ma etykietkę z kaloriami wypisaną na opakowaniu (: Woda! Tak, muszę pić dużo wody, niegazowanej <-- to wiem. Co do kolacji to jej też nie będę jadła. I słodycze, najważniejsze.. moje kochane słodycze.. Muszę się z nimi rozstać, niestety.. Kategoryczny zakaz jedzenia słodyczy, nawet w najmniejszych ilościach. Co do napojów to nie wiem do końca.. pijecie herbatę, cappuccino ? Bez cukru, oczywiście (: No to zaczynamy, chcę być chuda, bo co chude to piękne<3 Pragnę osiągnąć wagę 50kg. Oczywiście jeszcze ćwiczenia. Zastanawiam się nad a6w, próbował ktoś? A może macie jakieś inne ćwiczenia ? Pomóżcie zdesperowanej wegetariance i co najważniejsze - CHUDNIJCIE <3
Jeszcze jedno : ile kalorii dziennie na początek mam spożywać, bo kompletnie nie mam pojęcia?
piątek, 1 czerwca 2012
Siemka (:
Witam wszystkie motylki i osoby chcące nimi zostać. Jestem tu nowa i już dawno chciałam założyć bloga, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Wczoraj mnie tak wzięło, poszperałam i znalazłam Was, moje kochane motylki <3 Chcę wyglądać perfekcyjnie.. Czuję, że wczoraj za dużo zjadłam. Dziś nie tak dużo jak wczoraj, ale już do jutra nic nie jem. Może wypiję herbatę. Muszę być silna. Najgorsze są napady jedzenia, a Wy? Jak sobie z nimi radzicie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)